Zręcznie utkana intryga z ekologicznym radykalizmem w tle. Tym ciekawsza, że mogłaby wydarzyć się naprawdę.
Wszystko zaczyna się dość niepozornie – laboratorium pełne zwierząt, włamywaczka z puszką farby i kilkoma prozwierzęcymi hasłami, oraz skradziony przecinkowiec cholery. Do tego para uśpionych agentów, byłych kochanków, którzy powracają do zawodu i podążają tropem podejrzanej grupy opowiadającej się po stronie przyrody. Wszystko to tworzy dobrze skrojony kryminał, powoli odkrywający kolejne elementy układanki. Jednak prawdziwą wartością tej książki jest zwrócenie uwagi na niebezpieczne tendencje, które można zauważyć we współczesnym świecie, gdzie pod jednym słowem „ekologia” kryje się wiele, często wykluczających się poglądów. Jak się okazuje nawet najlepsze idee, jeśli przybiorą swoje radykalne formy, mogą prowadzić do nieszczęścia. „Zapach Adama” porusza problem odpowiedzialności za słowa i naukowe dysputy, rodzące się na salach wykładowych, których nigdy nie powinny opuścić. Co się stanie, jeśli znajdzie się grupa szaleńców, chcących zrealizować skrajne teorie?
Francuz Jean-Christophe Rufin, autor „Zapachu Adama”, ma wieloletnie doświadczenie w organizowaniu pomocy humanitarnej, jest m.in. współzałożycielem „Lekarzy bez granic” , brał udział w akcjach uwalniających zakładników. Pozwoliło mu to dobrze poznać problemy krajów Trzeciego Świata, i jak można się domyślić, to właśnie to, co tam zobaczył, skłoniło go do napisania kryminału. Rufin obrazowo przedstawia wyzysk biednych przez bogatych, i pewnie nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie szczególny cynizm i pokrętna logika, które temu towarzyszą. Pod przykrywką dobra ogółu, powstają fatalistyczne teorie, które nie rozwiązują problemu biedy, lecz widzą w nim zagrożenie. Co ma do tego ekologia? Według Rufina może dawać zręczne alibi.
Jean-Christophe Rufin, Zapach Adama, W.A.B.

