Kiedy czyta się zapowiedź, że
powieść dojrzewała w głowie autora przez 15 lat, zwłaszcza tak utytułowanego
pisarza jak Eric-Emmanuel Schmitt, zaczyna wymagać się więcej. Niestety
„Kobieta w lustrze” nie spełnia oczekiwań.
Schmitt dał się poznać jako
badacz ludzkich dusz, sięgający ponad empiryczne poznanie. Tym razem jest
całkiem podobnie. Przedstawia nam trzy kobiety żyjące w różnych miejscach i
czasach. Anne to renesansowa mistyczka z Brugii wsłuchująca się w rytm przyrody,
w której doszukuje się klucza do tajemnicy istnienia. Hanna to młoda mężatka mieszkająca w Wiedniu
czasów Freuda, którego wpływ nie pozostaje bez znaczenia na jej dalsze losy.
Ostatnią bohaterką jest aktorka Anny odnosząca liczne sukcesy w Hollywood, żyjąca
w plastikowym świecie sztucznych ludzi i wykreowanych na potrzeby show-biznesu
wydarzeń. Łączy je chęć lepszego poznania siebie, swoich potrzeb i życie w
zgodzie z własnymi zasadami, a nie tymi narzuconymi przez społeczeństwo. To
właśnie w nim niczym w lustrze przeglądają się trzy kobiety. Jednak to co
widzą, nie spełnia oczekiwań ogółu.
Sam zamysł na książkę byłby
ciekawy, gdyby nie papierowość postaci i ich przewidywalność. Schmitt nie
pozostawia czytelnikowi ani odrobiny miejsca na domysły, wszystko podając
niemalże na tacy. Słowo „inna” odmieniane jest w powieści przez wszystkie
przypadki. Nawet tam, gdzie pisarz próbuje wprowadzić nieco tajemnicy, jej
rozwiązanie zwyczajnie zawodzi, bo znów prowadzi do dosłowności i jedynie
odrobinę posuwa akcję do przodu,
oczywiście w znanym już wszystkim wcześniej kierunku.
Eric-Emmanuel Schmitt, Kobieta w lustrze, Znak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz