niedziela, 5 sierpnia 2012

Kobieta w lustrze

Kiedy czyta się zapowiedź, że powieść dojrzewała w głowie autora przez 15 lat, zwłaszcza tak utytułowanego pisarza jak Eric-Emmanuel Schmitt, zaczyna wymagać się więcej. Niestety „Kobieta w lustrze” nie spełnia oczekiwań.

Schmitt dał się poznać jako badacz ludzkich dusz, sięgający ponad empiryczne poznanie. Tym razem jest całkiem podobnie. Przedstawia nam trzy kobiety żyjące w różnych miejscach i czasach. Anne to renesansowa mistyczka z Brugii wsłuchująca się w rytm przyrody, w której doszukuje się klucza do tajemnicy istnienia.  Hanna to młoda mężatka mieszkająca w Wiedniu czasów Freuda, którego wpływ nie pozostaje bez znaczenia na jej dalsze losy. Ostatnią bohaterką jest aktorka Anny odnosząca liczne sukcesy w Hollywood, żyjąca w plastikowym świecie sztucznych ludzi i wykreowanych na potrzeby show-biznesu wydarzeń. Łączy je chęć lepszego poznania siebie, swoich potrzeb i życie w zgodzie z własnymi zasadami, a nie tymi narzuconymi przez społeczeństwo. To właśnie w nim niczym w lustrze przeglądają się trzy kobiety. Jednak to co widzą, nie spełnia oczekiwań ogółu.

Sam zamysł na książkę byłby ciekawy, gdyby nie papierowość postaci i ich przewidywalność. Schmitt nie pozostawia czytelnikowi ani odrobiny miejsca na domysły, wszystko podając niemalże na tacy. Słowo „inna” odmieniane jest w powieści przez wszystkie przypadki. Nawet tam, gdzie pisarz próbuje wprowadzić nieco tajemnicy, jej rozwiązanie zwyczajnie zawodzi, bo znów prowadzi do dosłowności i jedynie odrobinę posuwa akcję do  przodu, oczywiście w znanym już wszystkim wcześniej kierunku.

Eric-Emmanuel Schmitt, Kobieta w lustrze, Znak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz